Jest
słoneczny dzień. Budzę się wesoła, a zarazem zakłopotana,
ponieważ nie wiem kim są moi rodzice. Jeszcze jak byłam mała
nie rozumiałam tego, dopiero od nie dawna zrozumiałam w czym jest
rzecz, a ciocia i wujek byli wyrozumiali i wszystko mi wytłumaczyli.
No
więc jest dziewiąta rano. Ktoś puka do drzwi mojego pokoju.
Otworzyłam. Zobaczyłam moją ciocię z tortem i prezentem, w końcu
były to moje czternaste urodziny! Tort jak zawsze piękny i pyszny,
ale najbardziej ciekawiła mnie paczka, którą od ludzi ( którzy
mnie wychowali ) dostałam. Zajrzałam do środka. W niej książka o
jakiś czarodziejach. Na pierwszy rzut oka nie wydawała się
ciekawa. Które dziecko chciało by w tym wieku dostać księgę na
urodziny! Powiedziałam cioci, że mi się podoba, ponieważ ona jak
zwykle się starała i nie chciałam jej zrobić przykrości.
Pół
godziny później usiedliśmy do śniadania. Cały czas rozmawialiśmy
o dzisiejszym dniu ( urodzinowy dzień – nasza tradycja od moich
piątych urodzin ), imprezie urodzinowej. Choć ja nie mogłam się
skupić przez ciocię. Była jakaś przygnębiona, jakby coś ją
martwiło. Wujek chyba też to zauważył. Nagle usłyszeliśmy
przychodzący sms w telefonie cioci. Stryjenka odeszła szybko od
stołu i podbiegła do torebki sprawdzić to.
- Kto pisze tak wcześnie rano? - zapytał ciocię wujek
- Szef. Mówi, że jutro mam dzień wolny. - powiedziała zaniepokojonym głosem ciocia.
- Zwolnili cię i nie chcesz mi powiedzieć? - powiedział zdenerwowanym głosem stryj.
- Nie! - krzyknęła na wujka ciocia.
Obawiam
się, że to jest kłótnia. Nigdy w tym domu nikt nie podniósł na
siebie głosu odkąd tu jestem.
Odeszłam
od stołu i poszłam do siebie do pokoju. Podsłuchałam fragment
rozmowy. Przez chwilę się kłócili, potem słyszałam jak wujek
sprawdza telefon stryjenki. Zapadła głucha pięciominutowa cisza. Z
dołu dobiegło uderzenie o ziemię. Zeszłam tam, by sprawdzić, czy
wszystko dobrze.
Niespodziewanie
wuj wyjął walizkę z szafy, spakował rzeczy i po dziesięciu
kolejnych minutach wyszedł z domu trzaskając frontowymi drzwiami.
Ciotka siedziała na kanapie płacząc i trzymając telefon. Nie
wiedząc o co chodzi ponownie udałam się po cichu na górę. Przez
godzinę leżałam na łóżku rozmyślając wszystkie okoliczności,
które mogłyby zajść tego dnia.
W
końcu znudziło mnie to i zaczęłam czytać książkę, którą
dostałam na urodziny. Była strasznie gruba i zakurzona. Po
pierwszym rozdziale okazała się bardzo ciekawa. Nadeszła godzina
piętnasta, a ja tkwiłam w swoim pokoju czekając na wyjaśnienia.
Nic. Cisza. Czytałam dalej.
W
połowie drugiego rozdziału poczułam duże zmęczenie i senność.
Nawet nie wiem kiedy, ale zasnęłam. Przyśniło mi się coś bardzo
dziwnego. Nie z tego świata. Długo nad nim myślałam. Był on o
mnie jak trafiłam do szkoły dla czarodziejów i czarownic. Nie było
przy mnie rodziny, ani znajomych. Nie umiałam nic. Byłam szarą
myszką. Zaczęło wszystko wydawać mi się bardzo tajemnicze, aż w
końcu odkryłam, że ktoś chce zniszczyć cały magiczny świat, a
ja wraz z najlepszymi przyjaciółmi, których tam poznałam ratuję
go i staję się sławna. Skończyło się na tym jak ktoś próbował
wyjawić prawdę o mojej przeszłości, ponieważ ktoś wszedł do
mojego pokoju. To była ciocia. Cała zapłakana. Zrobiło mi się
jej żal i zaczęłam ją pocieszać, lecz to zdało się na nic. Po
chwili zaczęła coś mówić. Zrozumiałam tylko tyle, że przyszedł
do mnie sms i musi mi coś powiedzieć. Wystraszyłam się. Jeśli od
tego zależy moje dalsze życie? Czy to sms od moich rodziców? Czy w
tym sms-sie napisane jest o mojej rodzinie, przeszłości,
tożsamości?! Czy tam są zawarte odpowiedzi na wszystkie moje
pytania co do życia? Chciałam jej powiedzieć: ciociu! Otwórz
się...powiedz co ci leży na sercu – nie mogłam! Trudno było mi
się wysłowić. Nie chciałam jej jeszcze bardziej przygnębić. Po
długiej ciszy stryjenka przestała płakać i najwyraźniej zamierza
mi wszystko powiedzieć. Nie myliłam się, ale to czego się
dowiedziałam przeraziło mnie:
- To opowiedz ciociu, co się stało.
- No więc przyszedł sms, ale to nie był zwykły sms. Od samego początku, gdy tylko wzięliśmy cię do domu, wiedziałam że to kiedyś musi się stać. Ja to wiedziałam od pierwszego spojrzenia ci w oczy. Wolałam to zostawić w tajemnicy. - powiedziała to z wielkim strachem w oczach
- Przejdź do sedna ciociu, czy to dotyczy mojego życia?!
- Tak, również ze mną i to jest wiadomość, która może cię zszokować i w którą możesz nie uwierzyć, ale jjestem..CZAROWNICĄ tak samo jak ty.
- Co?!! że kim jestem? Jakąś czarownicą .. i ty niby też? - byłam przerażona, nie mogłam w to uwierzyć.
- Tak, wiedziałam że taka będzie twoja reakcja, dlatego nie chciałam ci mówić.
Dalej
nie mogłam wyrzucić z siebie ani jednego słowa. Wybiegłam z domu.
Z płaczem szłam bez celu. Prosto przed siebie. Usiadłam w końcu
na kamieniu, który leżał w polu. Przez dwie godziny myślałam: co
dalej?
Nie
mogłam przecież zostawić cioci samej z tym wszystkim, Do tego
jeszcze wujka nie ma. Wróciłam. W salonie siedziała ciotka ze
swoją najlepszą przyjaciółką. Też ją bardzo lubiłam. Oby dwie
wyściskały mnie mocno szczęśliwe, że nic mi nie jest i że
wróciłam do domu. Chciałam się dowiedzieć więcej, lecz musiałam
poczekać, aż pójdzie Maja ( to ta najlepsza przyjaciółka mamy ).
Późnym wieczorem, ok. godziny 20:00 ciekawa co jeszcze wyjawi mi
stryjenka weszłam do salonu. Usiadłam na kanapie i zaczęłyśmy
rozmowę:
- Przepraszam, że ci wszystkiego nie powiedziałam, ale bałam się tego. - powiedziała ze smutkiem ciocia.
- Nic nie szkodzi, to ja powinnam cię przeprosić za to, że uciekłam z domu, ale byłam w wielkim szoku. Nie mogłam nic powiedzieć. W głowie chodziło mi pełno myśli po głowie, ale nie sądziłam, że wydarzy się coś takiego! - spadł mi kamień z serca, gdy w końcu to powiedziałam.
- Ale to nie wszystko, co mam ci do wyjawienia.
- Domyśliłam się
- Twój wujek dzisiaj też się o tym wszystkim dowiedział. Niestety nie spodobało mu się to, więc postanowił mnie zostawić. Nie będę zakazywała ci spotykania się z nim. Wątpię żebyśmy jeszcze w ogóle do siebie wrócili. To nie wszystko. Przyszedł sms, który powinnaś przeczytać.
Ciocia
podała mi telefon z sms-em, którym od rana się interesowałam.
Nacisnęłam
na dziwnie napisany sms z prywatnego numeru i przeczytałam go:
SZKOŁA
MAGII IM. AURUSA BLACKA
Z
przyjemnością informujemy panią Salaminę Wingret, że
została pani
przyjęta do szkoły magii im. Aurusa Blacka.
Rok
szkolny rozpoczyna się 2 września, natomiast samochód
przyjedzie po
panią 1 września. Oczekujemy również akceptacji
przyjazdu.
Podręczniki, różdżka oraz niezbędne rzeczy do szkoły
zakupić można
na stronie internetowej szkoły.
Z
pozdrowieniami
Ireneusz Scott
dyrektor
największej szkoły
magii i
najbardziej znany
czarodziej na
świecie
- To jest jeszcze szkoła? - zapytałam ze zdziwieniem cioci.
- Tak. Też się w niej uczyłam. Każdy czarodziej lub czarownica ma obowiązek uczęszczania do szkoły magii.Nauczysz się tam wszystkiego co powinnaś umieć. Może nawet poznasz swoją historię i dowiesz się kto jest twoją prawdziwą rodziną, ale pamiętaj o jednym: Ja i wujek zawszebędziemy cię kochać.
- Ja wiem ciociu. Niezależnie co się stanie to was będę kochać najbardziej.
Obydwie ze
stryjenką zaczęłyśmy płakać. Jeszcze nigdy nie byłyśmy ze
sobą tak blisko.
- Dobrze, pojadę do tej szkoły. Zrobię to dla ciebie, dla siebie i dla prawdy.
- Cieszę się bardzo kochanie. Tylko musimy zrobić zakupy.
- A mam jeszcze takie małe pytanie.
- Słucham cię.
- Co to jest w ogóle za szkoła? Jacy tam są ludzie? Jakie panują zasady?
- No więc są tam grupy. Takie jakby społeczne:Kujoni – czyli dzieci lubiące naukę, liczby, zadania domowe itp.Poeci – osoby bardziej wykształcone humanistycznie, lubiące pisać wiersze, fraszki, opowiadania...
Pewniacy
– osoby z dużą pewnością siebie, którzy pochodzą z bogatszych
rodzin i lubią się tym chwalić.
Bohaterzy
– osoby odważne, pomocne, bohaterskie.
Maniaki –
osoby z dużą wyobraźnią, lubią kombinować, szukać czegoś
nowego, mają w sobie więcej niż jeden talent.
I to mniej więcej
wszystkie.
- A żeby być w takiej grupie to przechodzi się jakiś test, kwalifikacje?
- Tak. Każdy nowy w szkole musi być w jakiejś grupie, więc robią ci specjalny test, gdzie widzą twoje wszystkie wady, zalety, cechy charakteru, zainteresowania, umiejętności.
- Aha, to nawet całkiem interesujące.
- No widzisz. Tam na pewno znajdziesz przyjaciół takich jak ty. Jutro zrobimy zakupy.
- Ok.
Tak szczerze mówiąc
już nie mogłam się doczekać pierwszego dnia w tej szkole. Zero
matematyki, polskiego i francuskiego. Tylko nauka zaklęć, magii no
i nowe znajomości! Czyż to nie idealna szkoła dla mnie? Mam
nadzieję, że nie będę miała wroga, no bo nie lubię się kłócić.
- Idź już spać, albo poczytaj jeszcze książkę. Może z niej się czegoś dowiesz. Aha i mam tu jeszcze coś dla ciebie. To księga z baśniami i legendami wujaszka Berniego.
- O! Dziękuję! Na pewno przeczytam.
Ta książka mnie
bardzo zaciekawiła. Pobiegłam po schodach na górę do
swojego pokoju,
przebrałam się w piżamę i zaczęłam czytać. Pierwsza baśń
była o siedmiu krasnoludkach, którzy używali czarów, żeby robić
ludziom kawały. To było naprawdę śmieszne. Za to druga była
legendą o zaginionej księżniczce, której do tej pory nie
odnaleziono. Pozostała po niej tylko korona, która spoczywa w
muzeum na wyspie Slatrin, którą rządzi król Selzar i królowa
Sabina. I korona zabłyśnie wtedy, kiedy włoży ją prawdziwa
zaginiona córka króla i królowej. Na sam początek myślałam, że
to mit, ale zawołałam ciocię do pokoju i wypytywałam ją o tą
legendę:
- Ciociu, a ta legenda o zaginionej księżniczce to prawda?
- Jest wiele wersji, ale większość ludzi uważa, że jest to prawdą i ja też.
- A myślisz, że tą księżniczką mogę być ja?
- Możliwe, ale raczej nie.
- Też tak uważam. Wiadomo kiedy ta dziewczynka zaginęła?
- Niektórzy uważają, że w dzień jej zaginięcia puszczają lampiony życzeń do nieba, ale mało kto to widział.
- Aha. Dziękuję, że mi to wyjaśniłaś.
- Nie ma za co. Pytaj zawsze o co chcesz.
Uśmiechnęłam
się do cioci powiedziałam jej dobranoc, a ona wyszła i zamknęłam
drzwi. Oczywiście nie zamierzałam iść jeszcze spać tylko czytać
baśnie. Może jeszcze czegoś się dowiem, ale niestety. Nie mogłam
już więcej myśleć, byłam bardzo zmęczona, więc położyłam
się. Przez pół godziny nie mogłam zasnąć. Cały czas myślałam
nad tą legendą. Jeśli to naprawdę jestem ja? Nic sprzed wypadku
nie pamiętałam, a wszystko na to wychodziło. Mam nadzieję, że w
szkole wszystkiego się dowiem.
Jest godzina
pierwsza w nocy, a ja wciąż mam problem z uśnięciem. Zeszłam na
dół, żeby napić się wody. Tam ciemno. Stryjenka poszła
spać. Posiedziałam
chwilę. Ponieważ zrobiłam się senna poszłam na górę do pokoju.
Zgasiłam światło i jakimś cudem zasnęłam.
Jeszcze pamiętam
co mi się śniło. To było niesamowite. Tyle myślałam nad
historią tej księżniczki, że przyśniło mi się, że ja nią
jestem i trafiłam na tą wyspę do królestwa, Rodzice zamknęli
mnie w wysokiej wierzy, żeby nikt nie mógł mnie porwać, odwiedzać
i rozmawiać. Gdy skończyłam osiemnaście lat, przyszedł po mnie
książę, z którym się musiałam ożenić, a on traktował mnie
jak swoją służącą. Okropne, ale mi nigdy się to nie przytrafi,
ponieważ mam stryja i stryjenkę, którzy byli ze mną są i będą.
Kolejny dzień.
Zastanawiałam się, czy to co się wydarzyło to nie był sen?
Niestety nie. Jestem czarownicą i jakoś muszę z tym faktem żyć.
Pół godziny później zeszłam na dół.
Ciocia już tam była i szykowała
śniadanie.
Wyglądała na strasznie zdołowaną i smutną. Nie dziwie się jej.
Straciła kogoś bardzo bliskiego z kim miała spędzić resztę
życia. Przy posiłku była głucha cisza. Nie miałyśmy o czym
rozmawiać. Cały posiłek myślałam i postanowiłam, że może
znajdę coś w bibliotece o czarodziejach i rodzinach królewskich,
więc spytałam się stryjenki:
- Bym mogła przejść się na spacer do biblioteki?
- Po co? - spytała ze zdziwieniem ciotka
- Chciałabym wypożyczyć książkę, którą poleciła mi taka jedna dziewczyna ze szkoły. Mówiła, że jest bardzo ciekawa.
- Ok, ale wróć nie długo. Musimy kupić potrzebne rzeczy do szkoły i wujek przychodzi.
- Dobrze. Pa!
- Pa.
Do
biblioteki był 1 km. Poszłam na pieszo. To był najdziwniejszy
spacer w moim życiu. W połowie drogi zaczepił mnie taki jeden
chłopak. Jest najprzystojniejszy w całej szkole. Mi też się
podobał. Po chwili zagadał do mnie:
- Hej mała, co u ciebie? - spytał z tym jego zniewalającym bosko uśmiechem.
- Cześć. Wszystko dobrze, a u ciebie? - odpowiedziałam nieśmiało
- Ok, tylko słyszałem, że się przenosisz, to prawda?
- Tak.
- A gdzie?
- Do szkoły, która jest daleko stąd.
- Aha, a zobaczymy się jeszcze? - zapytał trochę zasmucony.
- Nie wiem, mam taką nadzieję.
Uśmiechnęliśmy
się nawzajem do siebie i poszliśmy w przeciwne strony.
Moja pierwsza myśl
to: JAKIE TO BYŁO ROMANTYCZNE!
A następna: O mało
co się nie wygadałam! Dla takiego przystojniaka można by było
powiedzieć wszystko. W końcu on podoba mi się od pierwszej klasy,
choć zawsze byłam zbyt nieśmiała, żeby podejść i zagadać. Był
on piękny, umięśniony, szczupły i mniej więcej mojego wzrostu.
Miał blond włosy, piegowatą twarz i niebieskie oczka.
Niestety
miał on już dziewczynę. Miała na imię Ashley. Nienawidziłam jej
od samego początku. Gdy tylko nadarzyła się okazja ona musiała
mnie upokorzyć. Nie lubiła mnie tak samo jak ja jej.
Piętnaście minut
później doszłam do biblioteki. Mieściła się ona w uliczce,
którą codziennie idę do szkoły. Roi się tam od biegających
dzieciaków, Niektóre grają w klasy, skaczą na skakance, bawią
się na placu zabaw, a pozostałe spędzają czas na boisku grając w
piłkę.
Ja nie przepadałam
za takimi zabawami. Wolałam siedzieć w domu i np. czytać książki,
słuchać muzyki, rozmawiać z ciocią i oglądać telewizję.
Wchodząc do
biblioteki natknęłam się na moją jak dotąd jedyną i najlepszą
koleżankę Annę, ale powiedziałyśmy sobie tylko cześć, bo ona
bardzo się śpieszyła. W pomieszczeniu nie było za wiele osób,
lecz mnóstwo książek. Nie miałam pojęcia, gdzie zacząć.
Spędziłam tam już 20 minut, ale nic nie znalazłam. Podeszła do
mnie pani bibliotekarka i spytała się:
- W czymś ci pomóc słoneczko?
- Szukam książek o legendach i mitach czarodziejskich.- A powiesz mi po co ci taka książka? - spytała ze zdumieniem.
- Tak po prostu. Interesują mnie takie tematy.
Wymyśliłam to na
szybko i wyszło mi idealnie. Wyglądało na to, że mi uwierzyła.
Chciało mi się śmiać.
Po chwili podała mi
dużą, grubą, czerwoną księgę. Była strasznie zakurzona. W
środku natomiast było mnóstwo ciekawych rzeczy na temat czarownic
i czarodziejów, ale nie o takich jakich mi chodziło.
Nie
szukałam już dalej, wróciłam do domu. Tam zastałam kłótnie
między wujkiem, a ciocią. Nie był to miły wygląd, no ale cóż
poradzić. Na szczęście, kiedy mnie ujrzeli od razu przestali i
zmienili temat.
Nadeszła godzina
12. Stryj postanowił zabrać mnie na lody. Mieszkaliśmy prawie za
miastem, więc do lodziarni była dosyć długa droga wiodąca przez
miasto. Przejeżdżaliśmy koło szkoły, a później obok baru,
gdzie praktycznie cała szkoła lubiła przesiadywać. Tak jak
sądziłam natknęliśmy się na Ashley i jej chłopaka oraz kilku
osób z mojej klasy. Wszyscy popatrzyli się na mnie z dziwnymi
minami. Na szczęście jechałam samochodem, bo jak byśmy szli
pieszo bym się chyba spaliła ze wstydu. Wujek pytał mnie o sprawy
szkolne i o tych znajomych, których mijaliśmy. Ja nie byłam zbyt
rozmowna. Cały czas jestem na niego zła za to co zrobił mi i
cioci, choć był w wielkim szoku i sam nie wiedział co zrobić.
Rozumiem go. Dojechaliśmy w końcu do lodziarni. Zamówiłam moje
dwa ulubione smaki wanilię i truskawkę. Chwilę czekaliśmy zanim
nam je podali. Tak szczerze to było to naprawdę fantastycznie i
mile spędzone po południe, ale niestety dobiegł on końca,
ponieważ trzeba było wrócić do domu i zamówić książki do
szkoły. Wujek nie wszedł już później do domu tylko podwiózł
mnie i pojechał dalej. Byłam ciekawa, gdzie teraz mieszka. Mogłam
zapytać, ale zapomniałam. Ciocia zrobiła nam pyszną herbatkę i
zaczęłyśmy rozmawiać o dzisiejszym dniu, zresztą jak zwykle:
- Jak tam było ze stryjem na lodach?
- Dobrze. Wybrałam swoje dwa ulubione smaki: Truskawkę i wanilię
- Super, a wspominał coś, pytał się ciebie?
- Tak, ale mówiłam mu tyle ile powinien wiedzieć
- To dobrze, mądra z ciebie dziewczyna
Wymieniłyśmy się
uśmiechami i piłyśmy dalej. Po krótkiej chwili:
- Czas zabrać się za zakupy szkolne – powiedziała ciocia.
- Prawda. Mam przynieść laptopa?
- A wiesz gdzie jest?
- Tak. W twojej sypialni.
- Dobrze. Biegnij po niego.
Rzadko go używam.
Nie lubię siedzieć przy komputerze. Czytałam, że dużo osób
uważa, iż komputer miesza nam w głowach i nas uzależnia. Więc
straciłam chęć siedzenia przy nim. Weszłam do sypialni cioci. Jak
zwykle był tam bałagan. Nic nowego, ale laptop leżał zawsze na
swoim miejscu. Jak byłam mała przykleiłam na komputer dużą
naklejkę, która jest tam do dnia dzisiejszego i cały czas mi się
podoba.
Zniosłam
go na dół. Dałam go cioci, a ona wpisała adres URL strony, która
była podana w sms. Na początku pojawił się mały ekranik z prośbą
o nazwę szkoły i hasło do sejfu w banku Harlocka Grimsa. Stryjenka
bez zastanowienia wpisała hasło i szkołę. Ja osobiście nigdy o
takim banku nie słyszałam, pewnie był magiczny. Znalazłyśmy tam
mnóstwo informacji o szkole, uczniach, zaklęciach, grupach i w
końcu lista potrzebnych rzeczy dla pierwszych klas. Prosili o
kupienie:
białą
koszulę, czarną spódniczkę, rajstopy i pantofelki, różdżkę,
przedmioty potrzebne do przyrządzania eliksirów dla początkujących,
podręcznik do zaklęć poziom 1, podręcznik do eliksirów poziom 1,
podręcznik o magicznych roślinach poziom 1, podręcznik do historii
magii poziom 1.
Trochę
dużo było tych rzeczy i dużo trzeba było za nie zapłacić.
Ciocia zamówiła je. Wyszło to razem 359 natlonów.
- Ciociu, co to są te natlony?
- Pieniądze, którymi posługują się czarodzieje, ale można pokazywać je tylko właśnie czarodziejom, ale jak pokażesz osobie nie magicznej to natlon zmienia się w normalny banknot.
- Aha, to super.
- Ty do szkoły też trochę ich dostaniesz. Tam są sklepy ze słodyczami, pamiątkami i w razie czego jak coś zgubisz lub popsujesz, możesz kupić nowe.
- A mogę wiedzieć ile?
- Nie wiem. Ja dostawałam po 100 natlonów, więc chyba ty też tyle dostaniesz.
- A ile to w przeliczeniu na nasze banknoty?
- Dokładnie 50. Musisz po prostu dzielić na dwa.
- To musi być świetna i profesjonalna szkoła. Mam nadzieję, że będę się w niej dobrze czuć.
- Na pewno kochanie. Jest tam tyle przygód, że do ferii nie pomyślisz o mnie, ani razu.
- Co?! To ciebie tam nie będzie? Czemu? Ja nie chcę jechać sama!
- Spokojnie. To szkoła, gdzie będziesz miała swoich opiekunów, nauczycieli, którzy na pewno ci pomogą. Z resztą wrócisz tutaj na święta, ferie zimowe i wakacje, zawsze też możesz do mnie zadzwonić.
- To dobrze.
Uspokoiła mnie
ciocia trochę, bo już chciało mi się płakać. Jestem bardzo
wrażliwa. Pozostał tydzień do wyjazdu. Nie chciałabym zrobić z
siebie pośmiewiska i wracać do domu, bo tęsknie za ciocią. Marzę
o poznaniu tam nowych prawdziwych przyjaciół, przygodach i
odnalezieniu prawdziwych rodziców, choć oni nigdy nie zastąpią mi
cioci i wujka, ale cały czas mnie to dręczy i nie daje spokoju.
Chcę również rozwijać moje zainteresowania między innymi: taniec
i śpiew, ponieważ to naprawdę bardzo kocham robić. Robi się już
ciemno. Tego wieczoru również dużo rozmyślałam i wyobrażałam
sobie jak jest w tej szkole i co dalej ze mną będzie. Zasnęłam
dość szybko, byłam bardzo zmęczona. Tym razem nic mi się nie
śniło i się cieszę, bo przez ostatnie dni były to tylko
koszmary. Następnego dnia obudził mnie dzwonek do drzwi. Po chwili
ciocia woła:
- Wstawaj. Choć zobaczyć twoje szkolne rzeczy!
- Już idę. Daj mi 5 minut.
- Ok!
Tak jak
powiedziałam, przyszłam po pięciu minutach. Na stole w jadalni
stał ogromny karton, a w nim wszystko co zamówiłyśmy. Pierwsze co
to wyjęłam różdżkę. Była drewniana, miała mniej więcej 30
cm. Lekko zgięta i piękna. Chciało mi się rzucić jakieś
zaklęcie, ale ciocia uprzedziła mnie, że nic nie znam i mogę
sobie lub jej zrobić krzywdę, więc powoli odłożyłam ją na
miejsce. Z pudła wyjęłam jeszcze spódniczkę i koszulę. Miałam
co do tego stroju wiele wątpliwości i znowu zaczęłam ciocię
narzucać pytaniami
- Czy wszyscy tak się w tej szkole noszą?
- Nie, to tylko na test. Jak już przydzielą cię do grupy dostaniesz kolor koszuli swojej grupy.
- Aha to dobrze. Czyli to jest tak jakby mundurek szkolny?
- Właśnie tak.
- A te podręczniki, w czym będę nosiła?
- Zawsze podręczniki są chowane w klasie.
- Aha, to świetnie...jest coś na śniadanie?
- Zaraz zrobię, pójdź umyć zęby.
- Ok.
Po pięciu minutach
znowu pojawiłam się w salonie, a na stole leżał talerz pełen
pysznie wyglądających kanapek z masłem, szynką ( taką jaką
lubię ), sałatą, pomidorem i szczypiorkiem. Po śniadaniu
przeszłyśmy się z ciocią po zakupy i spotkałyśmy naszą
sąsiadkę, która wypytywała się o ostatnie dni. Jak to zawsze
bywa, ciocia się rozgadała. Ja natomiast nie chciałam marnować
czasu i postanowiłam się trochę rozejrzeć. Byłyśmy na ulicy,
gdzie było mnóstwo sklepów z warzywami, słodyczami, napojami,
ubraniami, zabawkami, akcesoriami i gadżetami. Spostrzegłam, że
jest tam nawet restauracja! Kiedy wyszłam chyba z piątego sklepu
straciłam koncentrację i w końcu się zgubiłam. Weszłam w
zupełnie nieznaną mi ulicę. Próbowałam iść drogą którą
szłam, ale na nic to było.
Nagle w moją stronę
szła dziewczynka. Wyglądała również na zagubioną i nieśmiałą.
Postanowiłam do niej podejść i zapoznać się
- Cześć, jak masz na imię? - spytałam bardzo pewna siebie
- Ja...jja...mam na imię Gordiana.
- A ja Salamina
- Co tu robisz? - zapytała ze strachem w oczach
- Zgubiłam się.
- Widzę, że jesteś czarownicą. Prawda?
- Tak, ale skąd wiesz?
- Każdy czarodziej umie rozpoznać drugiego.
- Aha no tak. Moja ciocia mi o tym wspominała. Nie dawno dowiedziałam się kim jestem.
- Chodzisz do szkoły magii?
- Właśnie w tym roku będę tam po raz pierwszy, a ty?
- Ja też, ale moi rodzice opowiadają mi o tym odkąd skończyłam 5 lat.
- Ja niestety nie znam swoich rodziców. Mieszkam ze stryjenką i stryjem.
- Współczuje.
Po
chwili podchodzi do nas pani ubrana jak służąca i rozmawia z
Gordianą. Popatrzyła się na mnie i spytała:
Niania:
Gordiana, kim jest twoja nowa koleżanka?
Gordiana:
To jest...
Ja:
Jestem Salamina. Przepraszam, że zapytam ale kim pani jest?
Gordiana:
Wiem, wydaję się to dziwne. Słyszałaś może legendę o czterech
królestwach/wyspach i o zaginionej księżniczce króla Selzara i
królowej Sabiny?
Ja: Tak
słyszałam. Ty nią jesteś?
Gordiana:
Nie! Ja jestem córką Gordiusza i Gordoni Grafon.
Nie
lubię się tym chwalić, ale oni są królem i królową wyspy
Grafon. Czyli jesteśmy królestwem jedną z czterech wysp.
Niania:
Gordiana musimy iść. Rodzice nie będą czekać.
Ja:
Naprawdę! Nigdy bym w to nie uwierzyła!
Gordiana:
Wiem. Wszyscy tak mówią. Dobrze to ja już pójdę, ponieważ
muszę. Sama słyszałaś. Odwiedź mnie kiedyś...i do zobaczenia w
szkole!
Byłam w szoku.
Nigdy nie sądziłam, że poznam prawdziwą księżniczkę. Po 10
kolejnych minutach znalazłyśmy się nawzajem z ciocią. Byłą
trochę zła, że poszłam gdzieś bez jej wiedzy, ale jej przeszło
i zakupy spędziłyśmy w miłej atmosferze. Po powrocie do domu
byłam już gotowa do prawie całorocznego wyjazdu do szkoły, który
ma nastąpić jutro koło godziny dwunastej.
Przez
cały wieczór stresowałam się. Nie byłam w stanie przełknąć,
ani jednego kęsa kanapki, więc położyłam się z pustym
żołądkiem. Podenerwowanie nie mijało. Cały czas myślałam o
dzisiejszym spotkaniu z Gordianą, jutrzejszym dniu, nowej szkole i
cioci jak ona sobie beze mnie poradzi. Stryjenka zauważyła, że nie
mam zbyt wesołej miny i spytała się:
- O co chodzi słoneczko? - spytała ze zmartwieniem.
- Denerwuję się wszystkim. Nie mogę spać.
- Może zrobić ci herbatkę.
- Poproszę.
Lubię,
gdy ciocia robi mi herbatę, ponieważ są zawsze dobre i słodkie.
Nigdy mi nie mówi jaki smak będzie miała, żebym miała
niespodziankę i dobrą zabawę w zgadywanie jej smaku.
Jeszcze
przez chwilę śmiałyśmy i rozmawiałyśmy razem przy kominku. Była
późna godzina i zrobiło mi się troszkę lepiej, a więc
spróbowałam zasnąć ponownie, ale znowu nic z tego. Poszłam do
sypialni cioci:
- Co się stało?
- Nadal nie mogę spać, porozmawiamy jeszcze chwilkę?
- Jest już bardzo późno, a jutro musisz wstać rano i się wyszykować. Wujek przyjedzie, żeby się z tobą pożegnać.
- A mogłabym spać dzisiaj z tobą?
- Dobrze. Połóż się.
Położyłam
się, przykryłam się kołdrą, a ciocia przytuliła mnie i szybko
zasnęliśmy.
To
był dzień pełen niespodzianek.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz